Wydanie nr 263/2019, Piątek 20.09.2019
imieniny: pokaż (13 imiona)Klemens, Mieczysława, Irena, Faustyna, Oleg, Eustachiusz, Eustachy, Fausta, Dionizy, Miłostryj, Barbara, Perpetua, Agnieszka
ReklamaKontakt
  • tvregionalna24.pl
  • zulawyimierzeja24.pl
  • tvsztum.pl
  • tvdzierzgon.pl

"Ten sport jest dla ludzi z charakterem". W cztery oczy z Karolem Klimaszewskim #3

fot. Michał Kruczkowski
Malborski mistrz sztangi. A nawet więcej niż malborski, gdyż Karol Klimaszewski odnosi już sukcesy na skalę krajową i jest jednym z najlepszych młodych zawodników w naszym kraju. W rozmowie w cztery oczy opowiada o swojej przygodzie z podnoszeniem ciężarów, odsłania nieco działanie klubu MKS Rzemieślnik i zdradza, jaki rodzaj ludzi nadaje się do jego dyscypliny. Zapraszamy do lektury.

 

Zacznijmy od początku? Dlaczego akurat sztanga?

Od małego interesowałem się sportem, czy to piłką nożną, czy kajakarstwem, zawsze starałem się jakoś w tym sporcie rozwijać. Mój tata miał znajomego, którego przyjaciel zajmował się ciężarami. Gdy miałem 13 lat, to był akurat nabór młodych zawodników. Poszedłem tam z moimi znajomymi i tak to się zaczęło.  Koledzy z czasem poodpadali, ja jednak wytrwałem, dzielnie w to szedłem. Widziałem starszych zawodników, którzy w jakiś sposób mnie zainspirowali i tak zacząłem dźwigać. Już w wieku 15 lat zdobyłem brązowy medal na Mistrzostwach Polski, co z pewnością mnie podbudowało. Mój pierwszy trener także miał mega podejście, zachęcał mnie, budował. Nie powiem, że od samego początku cały czas chodziłem trenować, bo robiłem też inne rzeczy, ale stwierdziłem, że dwóch srok za ogon się nie ciągnie i skupiłem się tylko na dźwiganiu. Teraz mija już 10 lat odkąd zacząłem.

 

Przyznam szczerze, że nieco się zdziwiłem, gdy się dowiedziałem, że mamy tyle samo lat. Muszę powiedzieć, że wyglądasz o wiele dojrzalej.

No tak, 96. rocznik, dużo ludzi mówi, że wyglądam dojrzalej. Może właśnie przez ten sport, no nie wiem, niby sport to zdrowie, aczkolwiek chyba nie (śmiech).

 

To ciekawe, bo sporo już osiągnąłeś w tym sporcie, a nadal zaliczasz się do juniorów. To nadal jest dla Ciebie faza początkowa tej przygody? Jak widzisz swoją przyszłość?

Pewien wysoki poziom już mam, na skalę Polski nawet najwyższy. Skończyłem szkołę, od roku pracuję w jednostce wojskowej w Elblągu. Cieszę się, że mam taką pracę, w której po 8 godzinach mogę pójść jeszcze podźwigać i mogę się dalej rozwijać. Jak na razie dobrze się czuję, 9 czerwca mam Mistrzostwa Polski, do których obecnie się przygotowuję. Nie wiem, czy będę bił tam rekordy, w lutym doznałem kontuzji nadgarstka, ale już doszedłem do siebie, także zobaczymy, jak mi pójdzie. Jeśli zaprezentuję taki poziom, jak rok temu, to wrócę z medalem, tylko jeszcze nie wiem z jakim.

 

Na ostatnich zawodach w Malborku pełniłeś rolę trenera. Jak się czujesz po tej drugiej stronie?

Trenerem w klubie jestem już od około dwóch lat. Też wiedziałem już, jak sam siebie prowadzić, trenera miałem tylko z boku po to, aby widział, czy robię jakieś błędy, ale mniej więcej jestem w stanie to ocenić samemu. Dlatego też zaproponowano mi rolę trenera, zrobiłem odpowiednie kwalifikacje. Troszkę ciężko jest pogodzić właśnie te dwie role, trenera i zawodnika. Wiadomo, jak się ma pod sobą starszych zawodników, to się im coś powie, a oni to robią. Jeśli ma się jednak zawodnika który ma 10, czy 13 lat, to trzeba go jeszcze pilnować. Mam jednak odpowiednią dyscyplinę i podejście do zawodników, dlatego też robią to, co im wskazuję, dzięki czemu mam ład, skład i porządek.

 

Powiedz, jak to wygląda ze startem w tej dyscyplinie. Czy żeby zacząć podnosić ciężary, trzeba mieć wrodzone predyspozycje, czy możesz być chudy chłopakiem, któremu się to po prostu podoba i chce iść w tę stronę?

Są kategorie wagowe, nawet i chudy może dźwigać. Tutaj chodzi o siłę fizyczną. Wiadomo, to może za jakiś czas zaprocentować, jeśli zawodnik się będzie rozwijał. Mi się wydaje, że ciężary może każdy dźwigać. Można mieć lepsze predyspozycje pod względem układu swojego ciała, niektórzy muszą troszkę więcej czasu poświęcić, aby się ułożyć, poczuć tę sztangę, wyczuć ją. Teraz, gdy patrzę też z perspektywy trenera i doświadczonego zawodnika, mogę powiedzieć, że mi to w miarę szybko przyszło. Jak chodziliśmy na początku z chłopakami, to widziałem, że niektórym ciężko idzie, a ja jakoś to łapałem. Stwierdziłem, że jest sens to kontynuować, no i wyszło. Wszyscy mówią, że jestem zawodnikiem dobrze ułożonym pod względem technicznym, trochę tej siły brakuje, ale nadrabiam właśnie techniką, no i widać tego efekty.

 

Dobrze widać, bo zawsze, gdy w Malborku są zawody, to wiadomo, że liczą się dwa nazwiska - Klimaszewski i Samp. Kim jest dla Ciebie Bartosz Samp - kolegą, rywalem, mentorem?

On jest starszy, jest w innej kategorii wagowej. Jeśli są jakieś zawody, jak te w Malborku, to największy wynik wygrywa, sumuje się punkty Sinclaira, dzięki czemu młodsi mogą rywalizować ze starszymi, ciężsi z lżejszymi, także wszystko jest fair play. No Samp zawsze więcej podniesie, bo jest silniejszy i dojrzalszy, więcej trenuje, aczkolwiek też zawsze chcę go jakoś przegonić. Ostatnio w rwaniu mu dołożyłem 10 kg, on mi w podrzucie 10 kg, a że troszkę lżejszy był, to wygrał. Depczę mu jednak już po piętach.

 

Jeśli chodzi o nasz malborski klub, MKS Rzemieślnik, jak go oceniasz? Czy są rzeczy, które można by było poprawić?

Myślę, że byłem zarówno w lepszych, jak i gorszych klubach. Nie jesteśmy złym klubem, jednak zawsze można by było zainwestować w jakieś lepsze maszyny, dzięki czemu człowiek by się lepiej czuł i rozwijał. Wyznaję jednak podejście, że dla chcącego nic trudnego. Myślę, że nie ma tragedii, wszystko jest, co trzeba, żeby się przygotować na jakiś poziom, nawet Mistrzostw Polski. Wystarczą tylko chęci i można dźwigać. Zawsze może być lepiej, tak? Akurat tyle pieniążków nie mamy, z miasta niedużo dostajemy, a też trzeba utrzymywać ogrzewanie i inne rzeczy. Nie są to za duże pieniądze, żebyśmy mogli regularnie się rozwijać. Na razie jest mi dobrze. Czasami trzeba kombinować, ale tak, jak wspomniałem, dla chcącego nic trudnego. Powiedziałbym, że nasza siłownia jest na średnim poziomie, na której można się odpowiednio przygotować.

 

Malbork, głównie dzięki Tobie, ma spore sukcesy w podnoszeniu ciężarów, jednak problem jest w tym, że ta dyscyplina nie jest zbyt popularna.

Tak, zgadzam się. Jeśli coś jest popularne, to każdy do tego idzie i wkłada największe pieniądze. Niestety, podnoszenie ciężarów nie jest popularne. Dlaczego? Wydaje mi się, że jest bardzo ciężkim sportem, naprawdę trzeba wylać dużo potu i stracić sporo nerwów. Przede wszystkim trzeba mieć jednak pasję i chęć. To jest indywidualny sport, w piłce ktoś ci poda, strzelisz i jesteś gwiazdą, w podnoszeniu wszystko zawdzięczasz sobie.

 

Wiadomo, że w podnoszeniu istotne jest przygotowanie fizyczne, ale w jakim stopniu ważna tym sporcie jest psychika, głowa?

Głowa jest potrzebna pod kątem zawodów, chociaż to też jest zależne. Zawodników możemy podzielić na kilka rodzajów, jeden lepiej dźwiga na treningu, drugi na zawodach. Wiadomo, że jak walczy się o jakiś medal, czy konkretne miejsce, to dochodzą stres i nerwy. Ja osobiście czuję się lepiej na zawodach, jestem wtedy lepszy, silniejszy. Dostaję dodatkowej motywacji i ten cały stres pozytywnie na mnie wpływa. Na treningu to trochę podchodzi się do podnoszenia z mniejszym zapasem, na zawodach jest chęć sukcesu, jestem startowym chłopakiem. Nie każdy jest taki, to naprawdę zależy. Czasami ktoś jest mega silny, pojedzie na zawody i ta cała otoczka go paraliżuje.

 

Masz jakieś cele, marzenia, dzięki którym byłbyś spełniony, czy bardziej koncentrujesz się na najbliższych wyzwaniach?

Próbuję się rozwijać jak najbardziej, jak najlepiej. Chciałbym pojechać jeszcze na Mistrzostwa Świata i Europy, dużo mi nie brakuje, aczkolwiek trochę tych kilogramów trzeba dołożyć, żebym mógł tam pojechać i walczyć. Swoją szansę życiową miałem na Mistrzostwach Polski do lat 20. Byłem najlepszy w rwaniu, ale był też zawodnik z Łukowa, który pobił mnie o kilogram. Byłem nieco zawiedziony, w końcu jeden kilogram to niedużo, jednak podniósł o tyle więcej i wygrał, taki jest sport. Nie udało się. Na Młodzieżowych Mistrzostwach Polski mam jeszcze szansę w tym roku i przyszłym. Zobaczymy, ile uda mi się uzbierać w tym roku, może uda mi się pojechać na te Mistrzostwa Europy czy Świata. To jest takie moje najbliższe, namacalne marzenie. Wiadomo, Olimpiada jest marzeniem każdego sportowca, ale to już wtedy warunki przygotowawcze muszą być na naprawdę wysokim poziomie. Jak wspominałem, mimo że ciężko nie pracuję, to muszę codziennie rano wstać i iść na te 8 godzin do pracy, a samo to już męczy. Niektórzy na wysokim poziomie tylko trenują dwa razy dziennie i skupiają się tylko na tym. Na tyle, na ile mogę, tak się przygotowuję. Nie jest źle, myślę, że z najbliższych Mistrzostw Polski na pewno przywiozę medal. W październiku może udam się na MP Seniorów, zobaczymy, jak tam mi pójdzie.

 

Na koniec zawsze staram się zachęcić swoich rozmówców do tego, aby to oni zachęcili innych do spróbowania sił w danej dyscyplinie, tak żeby każdy znalazł coś dla siebie. Jak Ty byś zmobilizował do podnoszenia ciężarów?

Ten sport jest przeznaczony dla ludzi, którzy lubią wysiłek, obciążenia dla organizmu, dla tych, którzy lubią się spocić. To nie jest łatwe, żeby coś zdziałać w tej dyscyplinie, potrzebna jest systematyczność, musisz zjeść przed i po treningu, żeby to wszystko miało ręce i nogi. Na początek warto przyjść, pobawić się tym, zobaczyć, czy w ogóle szybko się rozwiniesz, czy ta sztanga ci leży, czy układ organizmu jest odpowiedni. Jeżeli jest młody zawodnik, to można go zawsze ułożyć, ale jak ktoś jest starszy, ma już ponad te 17 lat, to nieraz ciężko ludziom to przychodzi. Badania pokazały, że podnoszenie ciężarów wymaga więcej segmentów ruchowych dla organizmu niż balet. Cały organizm się rusza, sztanga też jest ciężka, trzeba umieć ją wyczuć, poderwać, to nie jest takie proste.

 

Podejrzewam też, że jest to kontuzjogenny sport?

Powiem ci, że właśnie nie. Po raz kolejny potwierdzają to badania. Jak jakiś głupek od razu weźmie za duży ciężar, to może mu coś pęknąć. Jeżeli jednak wszystko będziesz robił z głową pod względem rozgrzewki, przygotowania stawów, mięśni, to można uniknąć wielu kontuzji. Już w piłce nożnej istnieje większe ryzyko urazu. Nic na siłę, nic na wariata, jeśli coś cię boli, to po prostu odłożysz tych kilogramów. Sam trochę nieprzemyślanie podszedłem w lutym do rekordu w podrzucie, przez co teraz ten uraz nadgarstka.

 

Dziękuję i przede wszystkim życzę dalszych sukcesów.

Na pewno się przyda, najważniejsze w tym roku będą Mistrzostwa Polski, 9 czerwca. Tydzień później wyjeżdżam z Gdańśkiem na zawody w Niemczech, chcę się tam pokazać, żeby mnie zapamiętali. W październiku Mistrzostwa Polski Seniorów, a w grudniu Bursztynowa Sztanga. To są takie główne starty. No i jeszcze zawody w Trąbkach Wielkich, gdzie przyjadą zawodnicy z różnych krajów. Będzie tam trzeba powalczyć i pokazać, że Polska nie jest taka słaba (śmiech).

Michał Kruczkowski
Podziel się:
Oceń:
Tagi

Zobacz więcej z kategorii Podnoszenie ciężarów


Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe i naruszające regulamin będą usuwane.